Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/copia.to-metoda.tgory.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
r kiedyś pracowała

Załatwił całą papierkową robotę, uporał się z biurokracją. Dawny dentysta Jennifer Bentz

r kiedyś pracowała

Nie powinna tego robić, nie powinna wpadać w pułapkę zmysłów, gdy dręczy ją strach o
Tylko jeszcze o tym nie wie.
– Ale...
138
Troy odwrócił się w stronę intruza. - Nie obchodzi mnie, kim pan jest. To bardzo prywatna uroczystość. Wybaczy pan... - Nie. Proszę poczekać. - Caitlyn spojrzała znad ciemnych okularów. - Zna pan doktor Wade? - Studiowaliśmy razem, a potem przez lata razem pracowaliśmy. Nazywam się Adam Hunt. - Wyciągnął dłoń. - Poprosiła mnie o skontaktowanie się z kilkoma swoimi pacjentami. - Rozmawiał pan z nią? - Ostatnio nie. Ale byłem trochę uziemiony. - Dopiero teraz zauważyła, że mężczyzna ma zabandażowaną kostkę. - Drobne starcie z motocyklem. Przegrałem. - Szeroki uśmiech złagodził chłód szarych oczu. - Nie powinienem był tu dzisiaj przychodzić, ale nie odpowiedziała pani na żaden mój telefon, a Rebeka prosiła mnie, żebym szczególnie z panią się skontaktował. Przepraszam... przepraszam, że panią zatrzymuję. Wiem, że to dla pani bardzo trudny okres, więc jeśli będzie pani chciała z kimś porozmawiać, to proszę do mnie zadzwonić. - Wcisnął jej wizytówkę. - Nie chcę pani zatrzymywać. Proszę jeszcze raz przyjąć moje kondolencje. Zanim zdążyła odpowiedzieć, pokuśtykał w dół zbocza, w kierunku starego jeepa. - O co tu, do diabła, chodzi? - spytał Troy, poprawiając krawat. - Nie jestem pewna. - Mówię ci, on mi się nie podoba. Pewnie ma w tym jakiś osobisty interes. - A ja ci mówię, że tobie nikt się nie podoba. - Caitlyn zobaczyła, jak oczy brata ciemnieją. - W porządku, cios poniżej pasa. Przepraszam - powiedziała. - Mam dziś ciężki dzień. - Codziennie masz ciężki dzień? - zapytał, gdy kierowca otworzył im drzwi. Kątem oka Caitlyn zauważyła Adama Hunta siadającego za kierownicą jeepa. - Kim, do diabła, jest Rebeka Wade? - Moją psychoterapeutką. - Aha. - Troy spojrzał za odjeżdżającym jeepem. - W takim razie może powinnaś z nim porozmawiać, ale najpierw go sprawdź. To może być reporter, który chce napisać artykuł. Niektórzy z nich nie są do końca uczciwi. Posuną się do wszystkiego, żeby zdobyć materiał. - Popadasz w paranoję. - Nie. Ja tylko twardo stąpam po ziemi. - Usiedli na rozgrzanych fotelach, a kierowca uruchomił silnik i włączył klimatyzację. Matka, Lucille, Amanda i Hannah wsiadły do drugiego ciemnego samochodu. Jechali do Oak Hill. - Pamiętaj, że to dziedziczne - zażartowała ponuro. - Bardzo śmieszne. Mnie to nie dotyczy. Ja jestem ten normalny, pamiętasz? Miała wątpliwości. Powoli zaczynała we wszystko wątpić. Normalny? Och, Troy! Jeśli chodziło o klan Montgomerych, to chyba nie ma w nim ani jednej normalnej osoby. Atropos obserwowała ich wszystkich. Żałobników Josha Bandeaux. Tak jakby kogoś naprawdę obchodziło, czy Bandeaux żyje, czy nie. Przyglądała się ceremonii, powadze pastora, zmęczonej i nieszczęśliwej twarzy teściowej zmarłego, skrytej za woalką. Byli też inni, nieprawowici, chciwi Biscayne’owie, którzy zamanifestowali publicznie swoją przynależność do rodziny Montgomerych.
córki, ich córki...
Jakby nie otarł się o śmierć.
na szklanej półce na wysokości wzroku, by w sobotę wylądować w śmietniku.
doniosły go do brzegu. Z ulgą powitał światła i wycie syren tuż koło plaży. Wychodził z
– Jest w środku?
Może to ona w seksownej bieliźnie czekała na niego w łóżku, nasłuchiwała jego kroków,
udawała. A to już coś.
– Więc?
wzrokiem jej piękną twarz. Patrzyła mu prosto w oczy. A potem mierzyła wzrokiem czarną

najstraszniejszą z podróży, wiedz,

rękami i poprawił kołnierz skórzanej kurtki. Odgarnąwszy do tyłu brązowe, faliste włosy,
– No to teraz pozostaje tylko jedno – westchnął jego prześladowca. – Będziemy musieli
habit, tylko w skromną czarną sukienkę, wydobytą z kuferka. A był to dopiero pierwszy etap
– Kiedy ja słyszałem, że niby takie teraz czasy, że oprócz ojca tak czy inaczej nikt na
Nikt nie zgłosił się po jego ciało. Pochowano go w grobie dla biedoty.
ustalone z całą pewnością! I zabójcą też on jest! Na Wyspie Rubieżnej się ukrył! A Pelagia,
koni! Gałęzie po twarzy biją, wiatr gwiżdże, a ja nic, tylko gnam. Chciałem uprzedzić, że już
jeszcze jedna, zupełnie niemowlęca). Kiedy się ryzykuje tylko własną duszą, to niech się
Ale nasi spece nie zmartwili się tym zbytnio. Z większymi problemami potrafili się uporać.
Doktor Korowin rozłożył ręce.
– To wy to poważnie mówicie? Naprawdę, ojcze, dziwię ci się! Czyżbyś brał te wszystkie
wiem jak dla ciebie, ale dla mnie wybór jest całkiem jasny.
Zadrżała w jego ramionach. Znowu zauważył w jej oczach niezdecydowanie. Chciała
Ale obstawał jednak przy swoim.
na wypadek, gdyby nie zapadł zadowalający wyrok w sądzie karnym. Nie zdziwię się, jeśli to

©2019 copia.to-metoda.tgory.pl - Split Template by One Page Love